Witam serdecznie,

Ostatnio natknęłam się na Państwa stronę internetową i jestem przerażona tym, co przeczytałam na forum oraz w kilku artykułach. Chodzi mi konkretnie o temat wytyczania szlaków dla quadów, motorów crossowych, samochodów terenowych. Jeżeli powstaną szlaki prowadzące przez środek lasu (np. pod liniami energetycznymi, o czym mowa w jednym z artykułów), to może częściowo rozwiąże problem niszczenia lasów, ale co z ciszą? Nie oszukujmy się, warkot silników tych pojazdów jest wielokrotnie głośniejszy od hałasu silników samochodowych. Niesie się w promieniu wielu kilometrów. Jeżeli powstaną legalne szlaki, nie będzie już mowy o odpoczynku w ciszy w tych lasach. Co zatem mają zrobić ludzie, którzy, aby wypocząć i się zrelaksować, potrzebują ciszy? Idą do lasu, aby słuchać śpiewu ptaków i szumu wiatru, a nie warkotu motorów dobiegającego gdzieś z mniejszej lub większej odległości? Dlaczego ten hałas ma być stałym, już legalnym, elementem spacerów po lesie?

Jak to jest, że ludzie najpierw znajdują sobie hobby, które w oczywisty sposób jest dokuczliwe i szkodliwe dla innych, potem narzekają, że nie są tolerowani, mimo to domagając się, aby im stworzyć warunki do uprawiania tego hobby, nie bacząc na jego uciążliwość? Jak to się dzieje, że wbrew wszelkiej logice rozsądni ludzie zaczynają tym żądaniom ulegać? Jest wiele rzeczy, których po prostu się nie robi, ponieważ nie wypada lub wręcz jest zabronione z różnych względów. Tak np nie wypada głośno rozmawiać w trakcie seansu w kinie, ciszę należy zachować w kościele, aby nie przeszkadzać innym, nie wolno wypalać traw na łąkach, czy palić papierosów w miejscach publicznych. Czy wyobrażacie sobie Państwo sytuację, w której pasjonaci podpalania łąk na wiosnę (a jest ich wielu!) domagają się, aby udostępnić im tereny, na których mogliby się oddawać swojej pasji w sposób legalny? Palacze (których jest zdecydowanie więcej niż miłośników off-roadu) mają zakaz palenia w miejscach publicznych, aby nie zmuszać innych do wdychania szkodliwego dymu. Hałas i spaliny też są szkodliwe. Narażeni jesteśmy na te czynniki prawie wszędzie. Uciekamy do lasu, na łąkę, nad rzekę, aby od nich odpocząć. Tym czasem jest to coraz trudniejsze, a widzę, że zmierzamy do tego, aby stało się wręcz niemożliwe. Tak trudno znaleźć ciszę! Wielu ludzi potrzebuje jej jak powietrza, gdzie jest dla nich miejsce? Tylko proszę mi nie odpowiadać, że w kościele;-) Chodzi o odpoczynek na łonie natury, przy śpiewie ptaków, szumie potoku, czyli w tzw "pięknych okolicznościach przyrody". Ciszy do odpoczynku potrzebują wszyscy, tylko niewielu zdaje sobie z tego sprawę, ale to już jest osobny problem.

Druga sprawa, to to, że utworzenie szlaków, nie zmieni faktu, że wielu off-roadowców będzie nadal jeździło poza nimi. Ci praworządni, którzy obecnie jeżdżą tylko tam, gdzie drogi są udostępnione dla pojazdów silnikowych, będą się trzymać wytyczonych tras, natomiast Ci, którzy wjeżdżają w środek lasu bez zastanowienia, nadal będą to robić. Czyli, kosztem lasu, ciszy i pewnie niemałym nakładem finansowym powiększy się teren dostępny dla off-roadu, ale problem nie zostanie rozwiązany. (Tak jak szlaki te nie rozwiązały problemu w okolicach Piwnicznej i zostały zlikwidowane). Wystarczy też przeczytać komentarz internauty-offroadowca pod wywiadem z nadleśniczym Jakubem Siedleckim. Internauta pisze, że 20 km tras to za mało, jeżeli dziennie robi się 150-200 km. Prawdą jest, że się z tym zgadzam, bo nawet, gdybym na rowerze miała jeździć tylko na odcinku 20 km, to po dwóch dniach by mi się znudziło. Dlatego uważam, że w tym wypadku działanie wg zasady: "lepsze to niż nic" się nie sprawdzi. Będzie to tylko ze szkodą dla lasu, zwierząt i ludzi, którzy chcą z przyrody korzystać w "staroświecki" sposób.

Czy wyobrażacie sobie Państwo wędrowanie szlakiem pieszym, od którego kilka kilometrów dalej biegnie szlak offroadowy? Niby wszystko jest zgodnie z prawem, porządek jest zrobiony, piesi i offroadowcy nie wchodzą sobie w drogę, tyle, że spacer odbywa się przy akompaniamencie warkotu słyszanego z oddali. Czy macie Państwo pewność, że każdy, przed wytyczeniem szlaku dla off-roadu, sprawdzi w promieniu ilu kilometrów słychać będzie ryk, czy choćby pogłos silników? Dlaczego idąc przez las czy góry, do niedawna jeszcze będące ostoją ciszy, mamy słyszeć te nieprzyjemne dla ucha dźwięki? I to za przyzwoleniem władz! Szanowni Państwo uprawiający off - road! Zrozumcie nas, zrozumcie że w pewne miejsca po prostu chodzi się na piechotę lub jeździ na rowerze, aby nie szkodzić tym rejonom ani innym ludziom je odwiedzającym. Las do takich miejsc należy (każdy las, nie tylko rezerwat czy park narodowy). Ten tekst jest apelem również do Państwa.

Według mnie off-road powinien być utrzymany jak najdalej od terenów leśnych, od łąk, plaż, brzegów rzek, (tak jak widnieje to w nagłówku SQ), czyli od tych wszystkich miejsc, gdzie jeszcze jest szansa na ciszę i obcowanie z naturą. Jeśli jednak odstąpić od nierealnej do wyegzekwowania zasady "nigdzie i nigdy", to może miejscami, gdzie tory takie mogłyby powstać są na przykład tereny przy trasach szybkiego ruchu, gdzie i tak panuje hałas. Są to tereny zarówno leśne, jak i łąki, na wielu z nich nie ma żadnych budynków... Takich miejsc jest w całej Polsce całkiem sporo, choćby wzdłuż trasy gdańskiej, czy katowickiej. Bardzo jestem ciekawa opinii internautów na temat tego pomysłu. Może off-roadowcy mogliby się postarać o pozwolenie na jazdę w takich miejscach...

Podkreślam, że doceniam wysiłki SQ i zgadzam się z wieloma postulatami na jego łamach wysuwanymi, ale proszę, weźcie Państwo też pod uwagę osoby takie jak ja, osoby, które pragną, aby ciesząc oko pięknymi widokami, cieszyć się również ciszą!

Podsumowując, tory i szlaki dla off-roadu prędzej czy później na pewno powstaną. Pojazdy te nie zostaną zakazane, ludzie będą je kupować i na nich jeździć. Jednak powinniśmy dążyć do tego, aby jeździli z dala od terenów, które kojarzą się od zawsze z wypoczynkiem w ciszy. Tworzenie torów do jazdy w lasach lub w ich pobliżu przyciągnie tam jeszcze więcej pasjonatów off-roadu (którzy niekoniecznie będą się trzymać tylko wyznaczonych tras). Zamiast ich zniechęcić do jazdy po tych terenach, pokaże się, że warto się tym sportem zajmować, bo Polska staje się bardziej tolerancyjna w tym względzie, a z czasem będzie można się upomnieć o więcej tras...
Proszę, weźcie to Państwo pod uwagę w swoich postulatach.

Niniejsza wypowiedź nie ma na celu urażenia kogokolwiek, a jedynie uzmysłowienie wszystkim, że w kwestii ewentualnego wytyczania szlaków offroadowych nie tylko ważne jest rozwiązanie problemu niszczenia lasów i innych terenów zielonych, ale równie istotnym aspektem jest ochrona ciszy.

Z wielkim szacunkiem
(dane autorki do wiadomości redakcji)


Od redakcji

Szanowna czytelniczko!

Na wstępie chciałbym podziękować za docenienie naszych wysiłków. Niestety - niekomercyjny charakter wydawnictwa nie pozwala nam na głębsze zajęcie się tematyką ekspansji off-roadu w Polsce. Ograniczamy się jedynie do działalności prasowej - w założeniu opiniotwórczej. Nie leży zatem w kompetencjach StopQuadom.PL wyznaczanie jakichkolwiek tras dla off-roadowców, również nie do nas należy ustalanie konkretnych zasad oraz miejsc, gdzie takie trasy były by wyznaczane.

Do samego wyznaczenia również droga jest daleka - obecnie Leśnicy nie mają ku temu żadnych podstaw prawnych, co potwierdza odpowiedź Ministerstwa Środowiska z 15.01.2012 na interpelację Posła Jana Burego.

Dostrzegamy niebezpieczeństwa związane z wytyczeniem szlaków w terenach leśnych związane z popularyzacją sportów off-roadowych, dlatego zdaniem Redakcji w wypadku powstania podstaw prawnych do wytyczania szlaków off-froad ustawodawca powinien także zapewnić leśnikom, a także innym służbom skuteczne narzędzie służące do utrzymania ruchu off-road w wyznaczonych szlakach czy obszarach. Życie pokazuje, że skutecznym narzędziem wydaje się być dotkliwa lub nieuchronna kara. Wykrywalność wykroczeń i przestępstw związanych z nielegalnym wjazdem do lasu czy na teren objęty formami ochrony przyrody jest znikoma i ciężko to zmienić nie dysponując większymi siłami i środkami - na jednego funkcjonariusza Straży Leśnej w Polsce przypada około 10 tys. ha lasu. Wobec tego faktu - jeśli nie można liczyć na nieuchronność kary - jej dotkliwość powinna być na tyle duża, by każdy, kto pomyśli o zboczeniu ze szlaku zastanowił się dobrze, czy mu się to opłaca.

Samo wyznaczenie szlaków powinno być poparte rzetelną analizą oddziaływania na środowisko. Nie do przyjęcia dla mnie jest stan obecny, kiedy każda wycieczka do lasu czy w góry była by okupiona koniecznością wysłuchiwania ryku silników. Z drugiej strony, nie możemy nie zauważać faktu, że polskie lasy mają pełnią także funkcje produkcyjne - ciężki sprzęt leśników i tak jest w nich obecny.  Te działania są (przynajmniej w założeniach) skoordynowane i prowadzone przez ludzi posiadających ku temu merytoryczną wiedzę. Ludzie ci są także obciążeni odpowiedzialnością. Oprócz eksploatacji lasu również go pielęgnują czy sadzą.
Podsumowując ten wątek - nie godzimy się na dopuszczenie off-roadu na każdej drodze leśnej, jednak osobiście jestem skłonny ponieść dyskomfort wysłuchiwania warkotu silników w zamian za ciszę gdzie indziej. Konkretne miejsca powinny być wyznaczane wspólnie w gronie off-roadowców, służb ochrony przyrody, leśników, organizacji ekologicznych czy przyrodniczych a także turystycznych.

Polski Związek Motorowy zainicjował powstanie grupy roboczej poświęconej tematyce off-roadu, jednak wedle naszej wiedzy jej prace nie są prowadzone zbyt aktywnie o ile w ogóle. Z przykrością także muszę odnotować fakt, że nasze pytanie skierowane 16 lutego 2012r do niedawno powołanego dyrektora generalnego PGL Lasy Państwowe pozostało do tej pory bez odpowiedzi. Nie jest to zresztą pierwszy taki przypadek ze strony służb prasowych DGLP, lecz to już temat na osobny artykuł. Uwaga ta nie tyczy się rzeczników prasowych poszczególnych RDLP czy nadleśnictw z którymi mieliśmy do tej pory kontakt.

Dziękujemy za zainteresowanie tematyką ekspansji off-roadu w Polsce.

Z poważaniem
Bartosz Radwan